Rozdział IX

- Mori, uważaj! – młodzieniec w ostatniej chwili zszedł z toru lotu bełtu. Trzej mężczyźni schronili się za drzewami. Ostatnimi czasy podróżowali po lasach, a ten był wyjątkowo przyjemny – mnóstwo drzew i zwierzymy łownej.
- No to koledzy, mamy towarzystwo – mruknął Ruhgalt. Ostrożnie wyjrzał zza pnia, by za chwilę gwałtownie się cofnąć przed nadlatującym pociskiem – cholera, ten dupek je zatruł!
- Dobrze wiedzieć, ale kto to jest?
- Jeszcze nie wiem, ale musi być młody lub ślepy, bo celowanie średnio mu wychodzi, na nasze szczęście. Mori, co ty wyprawiasz?! – chłopak wykorzystał fakt, że strzelano do towarzysza i sam zaczął celować. Posłał bełta w kierunku assasyna akurat w momencie, gdy jego mistrz zwrócił na to uwagę. – Życie Ci nie miłe gówniarzu?!
Nie dokończył, bo z krzaków, gdzie schowany był zabójca doszedł ich jęk.
-  Na wszystkich bogów! Młody, trafiłeś! – z podziwem zawołał Korin. We trzej ostrożnie zaczęłi zbliżać się do krzaków, ale coraz głośniejszy jęk utwierdzał ich w przekonaniu, że nie dość, że Mori w ogóle trafił, to jeszcze w takie miejsce, które uniemożliwiało napastnikowi poruszanie się. Ostrożnie zajrzeli w krzaki.
To co zobaczyli na chwilę odebrało im mowę. Siedziała tam na oko osiemnastoletnia dziewczyna, bełt nie tyle trafił ją, co przeciął skórę na lewej ręce. Nie przeszkadzało to jej w jęczeniu, ani nie ukróciło jej pewności siebie.
- Kim jesteś? – zapytał się  najstarszy mężczyzna.
- A wy? I jakim prawem łazicie sobie po lesie mojego ojca? – kobieta patrzyła na nich spode łba.
- Ten las ma właściciela? Nie wiedzieliśmy, najmocniej przepraszamy. Ale wystarczyło nas o tym poinformować, a poszlibyśmy stąd.
- I co jeszcze? Jesteście okropnymi kłusownikami! Poczekajcie powiem tatusiowi…
- Ej, ej, zwolnij mała – tym razem odezwał się Mori – to Ty do nas strzelałaś, do tego zatrutymi strzałami. I to my jesteśmy w tym momencie całi i zdrowi, a Ty, jak widzę, nie.
- Jesteście okropni, ja,  ja…. – dziewczę rozpłakało się rzewnie.
- Chodź odprowadzimy Cię do domu – Rughalt podał jej ręke i pomógł wstać. Z trudem udało im się odprowadzić marudną panienkę do domu. Całą drogę jęczała i groziła mężczyznom srogimi konsekwencjami szwędania się po lesie.
Na miejscu, gdy poznali już owego groźnego mężczyznę, okazało się, że dziewczyna starała się udowodnić ojcu, że nie potrzebuje męża. Dlatego próbowała złapać jakiegoś przestępcę, najlepiej kłusownika, bo na wojownika nie miała siły, ani okzaji takowego spotkać, a bełty nie były zatrute – przynajmniej nie do końca. Substancja na nich się znajdująca miała ogłupić delikwenta tak, by  sam przyszedł za dziewczyną do dworu.
- Niezła historia – podsumował całośc Korin.
- W ramach przeprosin zapraszam Panów za kolację i oferuję wam nocleg – ojciec dziewczęcia starał sie im wynagrodzić nieprzyjemne przeżycia – co więcej, macie Panowie, dożywotnie pozwolenie na przemierzanie moich lasów – dodał, patrząc z ukosa na córkę.
- Dziękujemy Panu serdecznie.
Gdy spożywali kolację, do pomieszczenie wszedł mężczyzna z listem na tacy. Podał go Rughaltowi, kóry ze zdziwienie otworzył pismo. Jego twarz mieniła się mnogością uczuć. Spojrzał na Korina i podał mu papier. Ten również go przeczytał i szeroko się uśmiechnął.
- Czyli nagroda została zdjęta z naszych głów – stwierdził szczerząc zęby.
- Co to znaczy?  - pierwszy odezwał się Mori.
- Jeżeli dobrze zrozumiałem, nigdy wiecej assasyni nie będą na nas polować. To znaczy, że dostali lepsze zlecenie. – w zamyśleniu odparł Rughalt – czyli na razie mamy spokój. Panowie, musimy to uczcić! – wziął do reki kielich i pociągnął z niego zdrowy łyk wina.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.